kasiavaldes

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Jak nie zrobię czegoś ze sobą to oszaleję. Mam ochotę rzucić te cholerne studia. Wybrałam kiepski kierunek, jestem nim absolutnie znudzona i rozczarowana. Chciałabym iść do jakiejś innej szkoły, tj. jakieś studium na przykład, ale nie widzę nic ciekawego dla siebie. Interesowałoby mnie kształcenie się na technika farmacji, ale nie mogę nic takiego znaleźć w Warszawie. Tzn. są jakieś dwie szkoły, ale dosyć daleko od mojego miejsca zamieszkania... Podejrzewam, że podróż pociąg-metro-tramwaj-tramwaj by mnie zabiła, no i czasowo bym się nie wyrabiała. Ech... Może zna
Tagi: plany studia
11.10.2010 o godz. 23:21

Dawno mnie nie było, a ostatni wpis raczej nie napawał optymizmem. Na szczęście jeżeli o sferę związkowo-emocjonalno-seksualną czuję się absolutnie spełniona. Nadal utwierdzam się w przekonaniu, że cierpliwość w działaniu i szczera rozmowa to najlepsze sposoby na udany związek. Wierzcie mi lub nie, ale awantury i trzaskanie drzwiami wcale nie powoduje (jak często próbują nas o tym przekonać mało ambitne filmy romantyczne) jakiejkolwiek zmiany na lepsze. Jeżeli po takowej burzliwej awanturze oczekujecie, że Wasz mężczyzna przyjdzie pod dom z kwiatami to od razu mówię, że to nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Przy poprzednim wpisie pojawił się komentarz jakoby mój facet ma najwidoczniej kochankę skoro nie chce się ze mną kochać. Muszę sprostować, iż nie każdy mężczyzna to świnia, padalec i dupek, a braku ochoty na seks możemy doszukiwać się również w tym jak my go traktujemy. Ja naprawdę staram się wyzbywać bardzo brzydkich kobiecych nawyków, natomiast niestety nie zawsze mi się udaje. Mam tu na myśli wszelakie narzekanie, komplikowanie i robienie z gówna nabożeństwa. Oczywiście nie zawsze mi się udaje, bo jakby nie patrzeć baby są i będą powielały pewne wzorce, choćby nie wiem jak się mocno starały (proszę nie tylko nie dawać komentarzy o tym, że nie wszystkie takie są i żebym nie generalizowała, bo KAŻDA z nas ma takie odloty czasem, tylko jakoś nie każda to widzi - co nie oznacza oczywiście, że mężczyźni nie narzekają, chodzi mi raczej o pewne zachowanie wpisane niejako w naturę kobiet już z samego faktu posiadania cycków). Tak więc kochane, więcej życzliwości i wyrozumiałości dla naszych facetów, narzeczonych, mężów. Oni też potrzebują zrozumienia i ciepła, z tym że nigdy o tym nie mówią (wychodzę z założenia, że facet mówiący otwarcie o swoich emocjonalnych problemach nie jest mężczyzną, a przynajmniej nie jest męski, co oczywiście czyni go w moich oczach kastratem).

Trochę dziś chaotycznie, ale za dużo chciałabym przekazać za jednym razem :)

Jestem z moim facetem trzy lata. Pomijając kilka kłótni można by powiedzieć, że jesteśmy jak stare, dobre małżeństwo (w dobrym tego stwierdzenia znaczeniu). Często znajomi się dziwią, że tak nam dobrze razem idzie mimo wielu różnic w poglądach, temperamencie i przyzwyczajeniach (przypominam, że mam 20 lat i proszę brać na to poprawkę, gdyż nie chcę się tutaj ukazywać jako stara, mądra i zarozumiała, dzielę się po prostu dotychczas zdobytym doświadczeniem i refleksją). Nie ma lepszej recepty na związek niż zrozumienie, rozmowa i choć jeden wspólny obszar, na którym rozumiecie się bez słów. To takie oklepane, zdaję sobie z tego sprawę, jednak pomimo iż wszyscy o tym "wiedzą" to mało kto wciela to w życie. Większość ludzi widząc problemy w związku spierdala jak najdalej i szuka innego partnera/partnerki, bo nie umie sobie z tym poradzić zrzucając winę na brak dopasowania. Jak się kogoś kocha to się z nim jest choćby się nie wiem co działo. Taka jest prawda. Ludzie, którzy deklarują wzniosłe uczucia, a następnie uciekają po pierwszej kłótni są zwykłymi tchórzami.

Po mojej chaotycznej wypowiedzi, chcę tylko zaapelować:

Ludzie, znajdźcie w sobie odwagę, żeby stawiać czoła problemom w związku i nie przekładajcie swojego spojrzenia na ową komplikację ponad spostrzeżenia partnera. Nikt nie jest alfą i omegą, każdy się może mylić. Nauczmy się słuchać, a nie tylko słyszeć.

Do następnego,
Kaśka.
09.10.2010 o godz. 23:29

A może się zaszyję?

Bo jak to jest, że mam ewidentną kurwicę macicy, a od miesiąca się nie kochałam z moim facetem?

Gówno prawda, że faceci tacy chętni. Coraz więcej słyszę o tym, jak to kobieta chce, a on zmęczony, biedny, to go boli i tamto i owamto a i jeszcze sramtoramto. A jak cholerze loda chcesz zrobić to oczywiście się nadstawia i ból głowy mija w oka mgnieniu.

Gówno, nie mężczyźni.

Wstydźcie się.

Ja się czuję na tę chwilę* (*seksualna stagnacja trwająca od dwóch lat) nieatrakcyjną, oziębłą w łóżku dechą, na którą nie ma ochoty taki młody facet.

Pieprzona cywilizacja. Teraz na każdym kroku atakują nas nagie tyłki i wyskakujące zewsząd cycki. To jak ja mam kogokolwiek podniecać skoro nagość i seksualność wyrzygowuje się na nas z każdego zakamarka? Ciężkie czasy nastały dla nas, kobiet temperamentnych będących w stałych związkach.

Ktoś ma może jakąś receptę?

I nie chodzi mi o rozmowę, masaż, seksowne przebrania, striptizy, posty seksualne, bo to to ja mam już w małym palcu, a on w dupie ;)

Pozdro6oo
26.07.2010 o godz. 22:36

Znowu jest coś nie tak z moim zdrowiem. Nie jem prawie, niedobrze mi i takie tam. Ważę 49 kg i doprowadza mnie to do szału. Czemu muszę walczyć o każdy kilogram do przodu, gdy inni tyją jak szaleni? Też chcę trochę ciała, a nie same kości. Znowu będę miała etykietkę anorektyczki. Co ciekawe, wszyscy widzą, że jakoś źle wyglądam, WSZYSCY, tylko nie lekarz. Kurwa. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak trzeba się namęczyć, żeby zamiast przepisywać bez sensu leki na chybił trafił (aaa bo jemu to się wydaje, że to może tooo, albo taaamto) dał proste skierowanie na badania. Oczywiście dopiero po x wizytach mam to cholerne skierowanie, ale też nie takie jakie być powinno. Płaci człowiek cholerne składki na to ubezpieczenie, a potem nawet na krwi mu nie chcą za darmo zbadać. Do specjalistów na NFZ to ja nawet się boję, podkreślam, BOJĘ chodzić. Nie dość, że kolejka na przynajmniej trzy miesiące (ja naprawdę nie mieszkam w dużym mieście, skąd aż takie kolejki?!) to jeszcze masz wrażenie jakby cię obsługiwali w sklepie za komuny, wtedy nie było towaru, a teraz badania niby może i są, ale nie chcą dawać. Bo po co? Lepiej nafaszerować lekami bez sensu, niech sobie pacjent poje, przynajmniej za jakieś dziesięć lat i bez badań będzie wiadomo, że padła mu wątroba. A w rządzie zamiast się pieprznąć w łeb, że może jednak warto zainwestować pieniążki z NFZ na profilaktykę, bo to się opłaca i im, i nam, to wolą teatr uprawiać. Nie ukrywam mojej niechęci do Pana Jarosława Kaczyńskiego, nie jestem też jednak gorącą zwolenniczką PO. Ja po prostu siedzę przed telewizorem, bądź też z gazetą w ręku (oczywiście zakładam stronniczość mediów) i coraz mocniej biję się otwartą dłonią w czoło. Lepiej, żeby za kilka lat było mnie stać na operację przywrócenia go to stanu pierwotnego. Bo któż zrozumie polityków? Najpierw krzyczą "niech będzie zgoda, koniec agresji, nasz kraj najważniejszy, trzeba znaleźć porozumienie" a potem "ONI są ŹLI. MY jesteśmy NAJLEPSI, ONI to nie kupili samolotów, a oni to nie spełnili obietnic, a oni to chcą się tylko pieniędzy najeść", no tak, FAKT, jest w tym prawda, ale do cholery spójrzcie w lustro. Wy TEŻ nie kupiliście samolotów, NIE SPEŁNILIŚCIE obietnic i chcieliście się napawać swoim korytem. Widocznie Polaków nie stać na więcej. Trudno. Muszą sobie pluć jadem w twarz zawsze i wszędzie. Po tragedii w Smoleńsku były takie obietnice, że się wszystko zmieni, a teraz co? Co zrobiliście? Wszyscy co tam siedzicie na tych stołkach potraficie pięknie gadać, tylko niewiele z tego wynika. Może przestańcie gadać, a zacznijcie robić? Zdaje się, że mieliście być kimś innym... Cichymi lekarzami narodu, rozpoznawać jego choroby i je leczyć, a jak na razie nawet nie skierowaliście nas na badania, tylko poszliście toczyć bitwy na słowa.
Tagi: nfz polityka
21.07.2010 o godz. 22:59

A tak w ogóle z okazji 23:29 idę zjeść kanapki z podwójną porcją majonezu.

HAAA!
Tagi: mniam
29.04.2010 o godz. 23:29

Nadal nic nie napisałaaaaaaaam, żadnej pracy na studiaaaaaaaaaa. Mam na to eeeeeee... O KURWA. Dobra, bez jaj, jak się w sobotę nie wezmę to już koniec.

Ludzie, kto mi da kopa na rozpęd??
29.04.2010 o godz. 23:25

Dawno mnie nie było, bo moje lenistwo nie pozwoliło mi nawet na napisanie czegokolwiek na blogu. Pozwólcie, że nie będę pisać o tragedii pod Smoleńskiem, nie mam na to siły.



Wzięłam wolne na żądanie. Tak, nieco się przechlałam. Mam 4 dni n a ogarnięcie praktyk na studia, 10 dni na napisanie zajebistej pracy, do której nie mam materiałów, za X dni mam przygotować jakąś prezentację, no i oczywiście pod koniec czerwca sesja. Trzynaście pieprzonych egzaminów. Biorąc pod uwagę to, że WCALE MI SIĘ NIE PODOBA kierunek, na którym studiuję (nie zmienię, bo nie wiem na co) to rzeczywiście jest ekstra. Czuję głębokie przygnębienie, ono się powiększa z każdym stuknięciem klawiaturą, bo wiem, że nic nie robię. NIC! Nawet maciupkim krokiem nie przybliżam się do jebanych wakacji. Życie studenta wcale nie jest fajne.
Tagi: pitu-pitu
26.04.2010 o godz. 09:52

Jestem wypruta po zjeździe. W sobotę miałam kolokwium z psychologi. Nie było takie straszne. Wszystko było piękne po ostatnim cudownym bzykanku. Seks ma właściwości lecznicze, dziś przestała mnie od niego boleć głowa i ostatecznie czuję się fantastycznie. I nie straszna mi żadna świńska grypa.

A propos świńskiej grypy JA PIERDOLĘ ile jeszcze będzie się o tym trąbić? No ja rozumiem, że to nieprzyjemna choroba i że niebezpieczna w niektórych przypadkach, ale na litość boską to nie jest powód do ciągłego roztrząsania. Najpierw krajzys, potem te wszystkie afery, teraz grypa. Niedobrze się robi. Pokazaliby coś miłego i pozytywnego od czasu do czasu...
14.12.2009 o godz. 00:16

Nienawidzę olewactwa.
Dzwonię 100 razy i dupa.
Nie odbiera.
Odrzuca.
Człowiek chce tylko przekazać jedną, ważną informację, a mu do słowa dojść nie dadzą. Grrr... Bynajmniej nie chodzi tu o mojego P, lecz o moją cudowną koleżankę. Ostatnio ulitowałam się nad jej i tak już zbitą dupą i zeskanowałam 345 stron, obrobiłam, wyrównałam, kartka po kartce, bo żal mi się zrobiło. No i matkowanie-teresowanie wyszło bokiem. A raczej grubą kichą, bo GÓWNO, powiadam Wam, GÓWNO z tego mam. Nawet telefonu nie odbierze. A P. mi tyle razy mówił, żebym nie była taką cipą i nie dała się wykorzystywać. A ja proszę, co? JAJCO proszę Państwa, stara, głupia krowa.

Od tygodnia próbuję dostarczyć podanie o NIP do skarbówki, ale leń w dupie twierdzi, że przecież jeszcze zdążę. Ten sam wredny zwierz zabrania mi się uczyć do kolosa na sobotę.

Pozytywniej?
Jutro mam zamiar uprawiać radosny i niczym niezakłócany seks. I nic mnie od tego nie odwiedzie. NIC. Może się walić i palić, ale czekałam na to od kilku dni z niecierpliwymi skurczami macicy (to prawdopodobnie ze szczęścia;])

O witaj rozpusto!
10.12.2009 o godz. 01:26

Macica.
Chcica.
Kurwica.
Jażeszpierdolę.


Nienawidzę tego święta w kobiecej świątyni jajników zwanego owulacją. Nie żebym miała jakiś kompleks z powodu radosnej płodności, ja po prostu już nie wyrabiam z moim libido. Wysokim. Jak skurwysyn. Mój mężczyzna należy do tych, którzy przemęczać się nie lubią seksualnie i wyczynowo, tak więc liczba orgazmów w ciągu tygodnia równa się trzy, z czego wszystkie przeżyłam sama. Cudo, cudeńko.
Nie wiem co za idiota powiedział, że to faceci mają parcie na seks. Jak widać nawet sen mi za dobrze nie idzie. Mam ochotę wstać i iść 5 km do niego. Tylko czy to by coś dało? Zostałabym nazwana nimfomanką i oddelegowana do domu.

Gdzież jest sprawiedliwość?



A tak poza tym chciałam dodać, że faceci to mentalne kupy galarety. Oni przeżywają i mają problemy. Panowie, bawić się, ŻYĆ! Mówię to bo widzę co się dzieję z takim jednym. Nazwijmy go K. Tak więc K miał pannę. Tak ze 3 miesiące, ona standardowo puściła go kantem dla innego, a on od 2 miesięcy zapija to i się wyżala. Ostatnio wyżalił się nawet mojej M., którą to dopiero co poznał i była nim zainteresowana, ale cóż... Stwierdziła, że nie ma co startować jak on tylko o tamtej lasce gada.
No i mnie teraz krew zalewa, bo bym nogi z dupy powyrywała takim sukom. Bo wierzcie mi lub nie, ale faceci gorzej przeżywają rozstania. A ja nie mogę na to patrzeć, szczególnie, że to naprawdę świetny koleś. No i cóż, szukacie tych męskich a jednocześnie czułych i wrażliwych, a i tak jak znajdziecie to rzucacie ich dla skurwysynów.

Skurwysyn to nie jest dobra metoda na życie.
09.12.2009 o godz. 02:06

Wróciłam.
Tutaj w sensie, nie z jakiejś egzotycznej wycieczki, to byłoby zbyt piękne. Przeczytałam właśnie mój ostatni wpis z sierpnia i w sumie niewiele się zmieniło. Moje dwie koleżanki są nadal dziwne, lecz nie przez swoje zachowanie w stosunku do mnie, tylko tak ogólnie, życiowo dziwne i niezrozumiałe. A może to ja się zmieniłam i już nie rozumiem? Podobno stałam się zgryźliwa i stara. Tak, to właśnie jest to czego potrzebowałam usłyszeć po miesiącach załamań. Stara. Fff...

Tak z innej, wcale nie bardziej optymistycznej beczki, krajzys zajrzał nawet do worka świętego mikołaja. Ciotka oświadczyła, że w tym roku jest ciężko (gdzie kurwa? komu? jej? dwie firmy dobrze ciągnie!) i prezentów nie będzie. No tak, z tego co pamiętam w zeszłym roku obkupiła całą rodzinę, a ja oczywiście nie dostałam nic. Byłam trochę tym zażenowana. Nie chodzi o to, ze liczyłam na niewiadomo co, ale dziwnie trochę patrzeć w stół, kiedy inni piszczą i się cieszą co dostali i pytają czy ja też mam taki zajebisty prezencik. Może list do św. Mikołaja nie dotarł? Hmm ... Byłabym w stanie zrobić fajne prezenty z bardzo niewielkim nakładem finansowym, ale widać mentalność Polaków absolutnie zabija moją kreatywność. Prezentów nie będzie i chuj.

Aaaaa! Jeszcze jedna megaoptymistyczna rzecz. Nie mam już pracy. Moja szefowa mnie oskarżyła o coś czego nie zrobiłam i postanowiłam odejść z dumą. Niestety duma nie daje pensji, już dupa bardziej, ale jej nie będę używać. Cudnie. Cudnie.

A więc merykrismas end lowe end pis of szit.
Tagi: praca święta
04.12.2009 o godz. 01:59

Dość dawno mnie nie było tutaj. Nie miałam ochoty siedzieć przed komputerem.

Nie, nie jest fajnie.

W piątek rodzice lecą sobie do Turcji na dwa tygodnie, a ja zostaję sama. Nienawidzę pustego domu. Wyprowadzam się do koleżanki (M). Ostatnio tylko ona mi została (nie liczę mojego P.) Pozostałe dwie znajome zrobiły się ... ekhm ... dziwne. Pojechały na pięć dni do Jastarni i po powrocie wydaje mi się, że mnie unikają. Nienawidzę jak mnie ktoś olewa, to najgorsze co można mi zrobić. Nie potrafię określić co dokładnie się zmieniło w naszych relacjach, ale nie jest miło. Czemu tak musi być? Dlatego zawsze wolałam kolegować się z facetami. Oni nie obgadują (tzn. robią to, ale nie w ten wkurwiający sposób) nie knują spisków i nie zachowują się jak pierdolnięte pięciolatki (Ona ma brzydką przytulankę! Ja mam ładniejszą! Ona cała jest brzydka! Ona do nas nie pasuje! Chodźcie, podłożymy jej nogę, będzie śmiesznie ihihihihi!). Mają też swoje wady rzecz jasna, ale chyba mniej mnie irytujące. Niestety mój P. nie toleruje żadnych facetów, którzy spotykają się ze mną na kawę, więc ... więc zostają mi dwie koleżanki, którym nie wiadomo o co chodzi i M.
Każdy do każdego się wypina dupą. Piękne.
26.08.2009 o godz. 23:24

Znowu czuję narastającą falę depresji. Ech... Znowu muszę brać leki, bo znowu coś mi jest i ZNOWU mam tego dość. Eghh ... No cóż, poza tym odczuwam jakiś niesmak do otaczającego mnie pokolenia, ponieważ obserwuję absolutny zanik empatii wśród tych ludzi. Pełno egoistów i degeneratów. Moje obserwację czerpię patrząc na klientów kawiarni, w której pracuję. Dzieci i młoda młodzież mówiąca do matki "spierdalaj" albo rzucająca do mnie jakieś tego typu teksty (bo skoro płaci za herbatę i sok to chyba chamstwo w stosunku do obsługi jest wliczone w cenę? Nie? Niemożliwe.)

Poza tym znowu chudnę. Nienawidzę tego. Nie mogę jeść, ciągle mi niedobrze i jak zwykle nikt nie wie od czego. Ważę 51 kg przy wzroście 170 i jest mi z tym źle. Muszę przytyć chociaż do 55. Wtedy będzie ok, teraz czuję się już za chudo. Jak spadnę do 49 to będę już wstępną anorektyczką. Jem. Chcę jeść. Ale nie mogę. Kurwa. Czemu? Nie wiem. Szlag by trafił.
10.08.2009 o godz. 23:21

Dziś byłam pierwszy dzień w pracy (w kawiarni). Od 16 do 22. Najgorszy ruch jest przy lodach, które nie wytrzymują tej temperatury, więc są raczej pacią niż lodami i nawet nie skomentuję wzroku klientów, gdy im ową pacię nakładam. Oczywiście szefowa nie powinna czegoś takiego w ogóle sprzedawać, ale to stary centuś i nie przyjmie tego do wiadomości. Za 6 godzin pracy dostanę 30 zł. Żal. Cóż, z jednej strony mnie to wkurwia, ale z drugiej nie jest wcale tak strasznie, a poza tym w domu tych pieniędzy nie wysiedzę. Zawsze jakiś grosz wpadnie. We wrześniu się rozejrzę za nową pracą. Mam nadzieję, że szefowa weźmie też mnie w ciągu tygodnia do pracy, miałabym więcej kasy, a w tygodniu jest mniej pracy. Najgorzej będzie jutro. NIEDZIELA. Wszyscy z zapiździówka marzą o mrożonej kawie i lodach. Mrożona kawa i lody są najgorsze. Najlepiej robi się smakowe sypane pyszne i pachnące herbaty i kawy w zaparzaczu. Reszta jest STRASZNA. Napiwek miałam jeden. Cała złotówka. Ech. I usłyszałam, że chyba jestem ciężko chora, bo mam strasznie podkrążone oczy (tak, mam podkrążone, ale nie tak strasznie, a poza tym to po mamusi) no i co ja miałam powiedzieć? Musiałam się uśmiechnąć najładniej jak umiem i podać kawę. Grrrrrrrrrrrrrrrrr!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Dobra, wiem, że jęczę, ale muszę się gdzieś wygadać, tak? A w końcu to mój pieprzony blog, więc jest to najlepsze miejsce :D

Dziwię się, że jeszcze czytacie to moje jęczenie :P
Ale cieszę się, miło tak :)
19.07.2009 o godz. 00:45

Chuj. Nie pojadę. To w terminie wyjazdu moich rodziców do Turcji :/ Świetnie po prostu. W tym roku nie mam ŻADNYCH wakacji poza zapiździówkiem.

Mogli mnie wziąć ze sobą :/
Tagi: wkurw
17.07.2009 o godz. 23:50

W końcu idę na pedagogikę zaocznie, chyba, że wskoczę na dzienne, ale dopiero 22 lipca będzie informacja o rezerwie. Ostatecznie zdecydowałam, że to pedagogika jest moim powołaniem. Zastanawiam się czy jechać na campus akademicki (http://www.campusakademicki.com.pl )
mogłabym poznać tam kogoś z kim będę chodzić na te studia i w ogóle. Poza tym tygodniowe wakacje nad morzem jakby nie patrzeć :D Nie wiem czy z UKSW też jeżdżą na ten campus albo z SGGW, bo wtedy mogłabym kogoś zabrać ze sobą ze znajomych i mój P. nie bałby się, że jadę bez przyzwoitki (no cóż, on jest potwornie zazdrosny - nie dziwię się, w końcu taka laska ze mnie :D, a tam tabuny mężczyzn, którzy i tak mnie guzik obchodzą)
Matko, mam niezdrową podnietę tymi studiami, ja wiem, wiem, wszystko mi minie jak tam pójdę, ale mimo wszystko cieszę się z takiej podniety :D
Jedzie ktoś na ten campus może????
17.07.2009 o godz. 23:45

Zawiozłam dziś papiery na studia. Ci potencjalni studenci są absolutnie nieogarnięci. Nie takie zdjęcie, brak połowy dokumentów, nie popłacone za legitymację, nie wiem... Dzięki temu przynajmniej kolejka się zmniejszyła. Inteligentna K. z którą dziś jechałam do Warszawy przebiła ich wszystkich ... nie wzięła świadectwa maturalnego :D Miała farta, że na UKSW miła Pani ją już zapisała na studia i kazała jej to tylko szybko donieść. Na UW nie było takich uprzejmości. Dobrze, że wzięłam ze sobą co trzeba, ale byłam pełna obaw, gdy każdy wychodził wkurwiony jak tchórzofretka z chcicą i bez pana fretki.
Idę do pracy na niewolnicę w kawiarni. Całe kurwa pięć złotych dla mnie. W dodatku na czarno. To się idzie powiesić. Tylko weekendy na razie. Nie lubię właścicielki. To stara prukwa, która tylko liczy kasę, robi w bambuko urząd skarbowy i jest skąpa bardziej niż przysłowiowy Szkot. No nieważne, grunt, że jakiś pieniądz wpadnie, bo jestem do muru przyciśnięta. Za jakiś czas odejdę stamtąd, jeżeli znajdę coś innego. Na razie dobre i to :]
Mój zapiździówek nie przewiduje lepszej pracy.

Czy coś jeszcze mam do przekazania?
Pogoda mnie wkurwia. Serio. To dlatego dziś rzucam mięsem nieco bardziej niż zawsze, choć powinniście wiedzieć, że pisząc rzadko klnę, natomiast gdy mówię jest już dużo gorzej. Nauczyłam się w podstawówce i teraz jako stara krowa nie mogę się oduczyć, choć staram się panować nad językiem. O czym ja pisałam? A... o pogodzie. NIENAWIDZĘ JAK JEST TAKA DUCHOTA, ja nie wiem gdzie mam tyłek usadzić, żeby móc przeżyć.

UPAŁ + OKRES + WARSZAWA = NAPRAWDĘ NIEFAJNA KASIA

Tak więc nie wiem dokąd mam wysłać apelację o zmianę aury. Jak się dowiem to wyślę, bo już nie mogę. Nie lubię jak się tak wszystko huśta : upał > deszcz > parno > burza > chłodno > gorąco > duszno > deszcz.

I tak w kółko. A mój nastrój jest taki jak i ta pogoda.

Biedny P. mój jutro będzie jak mi nie przejdzie.

17.07.2009 o godz. 01:07

Jutro jadę złożyć papiery na studia zaoczne. Siedemnastego będę wiedziała, czy z rezerwy wskoczę czy nie, potem i tak jeszcze jest ewentualnie szansa, no ale na zaoczne muszę złożyć w razie, bo przecież nie wiem czy się załapię na dzienne.

Oczywiście mój masochistyczny organizm sprawił mi miesiączkę 3 dni wcześniej, akurat tak, że jutro mam najgorszy dzień. Będę tonąć i wyć. Oby obsługiwała mnie miła Pani, bo do wybuchu nerwów mi wiele nie trzeba, gdy odwiedza mnie "ciotka komunistka".

Właśnie, ciekawa jestem gdzie Wy studiujecie, bądź gdzie macie zamiar. Ja idę na UW, nikt z moich znajomych tam nie idzie, większość na SGGW albo UKSW, a ja sama sierota będę na tym UW. Nie lubię poznawać nowych ludzi. Nie umiem. Jakaś taka jestem ... powiedzmy, że nieśmiała. Bo jak już z kimś zacznę rozmawiać to mogę mu powiedzieć o sobie absolutnie wszystko, więc problem nie leży w byciu zamkniętą w sobie. Jak już się otworzę to na całego. Dziwny stwór ze mnie :)

Idę się odstresować, pogram sobie w literaki na kurniku (to mój nałóg, jak nie zagram wieczorem to jestem chora).

Bye.
15.07.2009 o godz. 23:28

Jestem na listach rezerwowych na dzienne. Uhg... No zobaczymy, może się uda tam wepchnąć, na zaoczne się dostałam, więc w razie czego będę musiała w ten sposób sobie radzić. Nadal nie mam pracy. Dostaję tylko oferty czysto seksualne, co mnie na prawdę bardzo obrzydza. Czy dziewczyna w moim wieku może być jedynie kurwą bądź konsultantką Avon? Czy nie ma innych perspektyw. CO ZA DNO!

Moja matka wyżywa się na mnie, że nie dostałam się na te dzienne od razu, ale przecież wiadomo, że musiałabym mieć lepsze wyniki. Czemu moja matka zakłada, że ja muszę wszystko mieć od razu? Ja nie jestem ani super inteligentna, ani nie grzeszę mądrością. Ot, przeciętna dziewczyna, kilka wad, kilka zalet. Niestety, kiedy moja mama zaczyna się zachowywać hmm ... no nie wiem jak to nazwać, czepia się o każdy szczegół, ciągle krzyczy i rzadko jest ze mnie zadowolona to niestety załącza się mój stan przed depresyjny (tzw czerwonakurwalampka)co oznacza u mnie ciągłe mdłości, brak apetytu, ciągły płacz i awantury z moim facetem, który, biedny nie może tego wytrzymać, a niestety ja tego nie kontroluję.

Dobra, dzisiejszy wpis to jest straszny pierdolnik i kipisz, bez ładu i składu, także proszę się nie zrażać, czasami mam tyle w głowie, że to nie brzmi sensownie jak próbuje to napisać ;)

Chciałabym się wyprowadzić. Wiem, że nie jestem jeszcze gotowa, nie mam pracy, ani nie należę do dojrzałych osób. Odpowiedzialności sobie nie odmówię, natomiast jestem życiowym tchórzem co przekreśla moje szanse na samodzielne egzystowanie w najbliższym czasie. Nie zmienia to jednak faktu, że marzy mi się wyprowadzka. Nie chciałabym daleko. Gdzieś tutaj, ale jednak być na swoim. Niestety mój życiowy plan tego nie obejmuje. Jak wezmę ślub, to wiem, że najpewniej będę mieszkać z teściami. Mają duży dom i nie chcą być sami, a brat mojego P. wyprowadza się już w sierpniu. Nie każde marzenie musi się spełnić. Może na tym polega jego urok. To co nieosiągalne wydaje się być bez wad.
14.07.2009 o godz. 01:00

W poniedziałek się dowiem czy mnie przyjmą na studia. Chyba zjem paznokcie aż do nadgarstków do tego czasu. Może nie tyle się stresuję, co wiem, że jak się nie dostanę to mnie starzy powieszą. Na dzienne szans nie mam z takimi wynikami, więc i tak będę miała u nich przesrane. No cóż ... Życie.
Oczywiście pracy nadal nie mam, dziś puściłam wici wśród dawnych znajomych, może to coś da. Zobaczymy. Ugh ... Kocham moje bezrobotne zadupie.
Tagi: praca studia
11.07.2009 o godz. 02:05